W poniedziałek wróciłem ze Szwecji, gdzie wybrałem się na taki dłuższy weekend. Spodziewałem się, że Apple w skandynawii jest popularne patrząc na ilość sprzętu do kupienia w Polsce pochodzącego właśnie z północy, a do tego zarobki jak i ceny w Szwecji sprawiają, że sprzęt z pod znaku nadgryzionego jabłka nie jest dużym wydatkiem dla przeciętnego Szweda, czy urodziwej Szwedki ( wzdycha :-) ).

Pomimo tego, to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Sygnet Apple jest tam wszechobecny począwszy od pubo-restauracji, gdzie na 10 stolików średnio na czterech z nich stały po 2 macbooki czy macbooki pro ? co w Polsce jest jeszcze rzadkością.

W lobby hotelu, w którym mieszkałem przez cały pobyt widziałem tylko 3-4 osoby z laptopami HP, a tak wszystkie pozostałe osoby świeciły swoimi jabłuszkami z otwartych maców.

Na tym nie koniec, bo czym jest Apple bez iPhone?a. Tutaj Szwedzi również nie zawodzą Steve?a. Na ulicach iPhone?y można liczyć jeden za drugim idąc i spoglądając na osoby, które rozmawiają przez telefon. Troche odniosłem wrażenie, jak w Polsce kilka lat temu wszyscy mieli poczciwą nokię 3310. iPhone 4 widziałem na plakatach w salonach GSM, natomiast nie zauważyłem nikogo z tym modelem w ręku. Co ciekawe, ani jednego iPada też nie udało mi się upolować.

Ciekawostą jest fakt jak Szwedzi trzymają iPhone?y w ręki. Otóż podczas rozmowy palec wskazujący i środkowy rozkładają w taką V-ke, przez co sygnet Apple jest dokonale widoczny. Nie był to pojedynczy przypadek dlatego o tym wspominam.

Pozycja Apple na rynku mobilnym w Szwecji musi być bardzo silna, ponieważ na wszystkich stacjach komunikacji miejskiej HTC czy Motorola reklamuje swoje high-endowe modele w przeciwieństwie do innych producentów smartphone?ów, co świadczy o tym, że przywiązanie do produktów z Cupertino jest znaczące.